Wspomagane samobójstwo ludzi i narodów
Samobójstwo, polegające na dobrowolnym i świadomym akcie, w wyniku którego człowiek odbiera sobie życie, jest poważniejsze niż zabójstwo, ponieważ w przeciwieństwie do niego nie pozostawia miejsca na skruchę. To prawda, że mogą być wyjątki. Święty Ksiądz z Ars uspokoił żonę samobójcy, mówiąc jej, że między mostem, z którego skoczył, a wodą, w której utonął, miałby szansę na skruchę. Nie można wykluczyć, że w ostatnich chwilach życia, dzięki boskiemu oświeceniu, samobójca może żałować swojego czynu. Dlatego nowy Katechizm Kościoła Katolickiego stwierdza, że „nie należy tracić nadziei na wieczne zbawienie osób, które odebrały sobie życie” (nr 2283). Są to jednak oczywiście przypadki wyjątkowe. Moralność nie odnosi się do wyjątków, ale do natury samego czynu ludzkiego.
Zgodnie z moralnością katolicką bezpośrednie, świadome i zamierzone samobójstwo jest czynem z natury złym i moralnie nieuzasadnionym. W „Sumie teologicznej” (II-II, q. 64, a. 5) św. Tomasz z Akwinu wyjaśnia to, podając trzy powody. Po pierwsze, każda istota z natury dąży do zachowania życia. Pozbawienie się życia jest sprzeczne z tą fundamentalną skłonnością i stanowi akt naruszający prawo naturalne. Po drugie, samobójstwo jest również krzywdą wyrządzoną innym, ponieważ nikt nie żyje tylko dla siebie, ale dla społeczeństwa, którego jest częścią. Po trzecie, życie jest darem od Boga. Samobójstwo jest równoznaczne z przywłaszczeniem sobie prawa, które przysługuje wyłącznie Stwórcy.
Teolog pasjonista Enrico Zoffoli (1915–1996) trafnie napisał: „Samobójca zaprzecza w sobie istnieniu, odrzuca życie, narusza najgłębszą tkankę rzeczywistości i popełnia najbardziej niewybaczalną niesprawiedliwość, uznając, że istnienie jest złe do tego stopnia, że je odrzuca, uciekając spod jego panowania. Pozbawiając się życia, pogrąża się w największym z absurdów, przez co popada w sprzeczność, zaprzeczając samemu sobie” (Principi di Filosofia, Edizioni Fonti Vive, 1988, s. 664).
Z tego powodu św. Alfons Maria Liguori określa samobójstwo jako grzech najcięższy, który słusznie można zaliczyć do tych, które wołają o pomstę Bożą („Suicidium est peccatum gravissimum, et merito inter peccata vindictam a Deo clamantia annumerari potest”, w Theologia Moralis, Lib. III, Tract. IV, rozdz. II, n. 4).
Jeśli ktoś, będąc w stanie zamroczenia umysłu, odbiera sobie życie w chwili, gdy znajduje się w stanie zaburzeń psychicznych, odpowiedzialność za ten czyn ulega złagodzeniu. Nie dotyczy to jednak samobójstwa wspomaganego, które jest czynem z premedytacją i przemyślanym, dokonanym przy pełnej świadomości i zgodzie. Z natury rzeczy czyn ten stanowi wyraźne wyzwanie rzucone Bogu, najwyższemu Panu wszechświata, ponieważ, jak przypomina ojciec Viktor Cathrein (1845-1931), samobójstwo jest aktem dominacji i to jednym z najpoważniejszych (Philosophia moralis, Herder 1959, s. 344).
Włoski kodeks karny nie uznaje samobójstwa jako takiego za przestępstwo; ani usiłowania samobójstwa, ani samobójstwa dokonanego. Natomiast karze tego, kto nakłania inną osobę do odebrania sobie życia, przyczynia się do jego dokonania lub w jakikolwiek sposób je ułatwia, jak stanowi art. 580 kodeksu karnego. Z tego punktu widzenia celem prawa jest ochrona życia jako dobra podstawowego poprzez zabezpieczenie osoby przed presjami, wpływami i pomocą z zewnątrz, które mogą skłonić ją do popełnienia nieodwracalnego czynu.
Zwolennicy eutanazji i wspomaganego samobójstwa dążą do odwrócenia tej perspektywy prawnej, nie tylko poprzez zniesienie wszelkich kar dla osób podżegających do samobójstwa, ale także poprzez uznanie wspomaganego samobójstwa za prawo pozytywne. W konsekwencji za winnego uznano by nie tego, kto promuje lub ułatwia śmierć, lecz tego, kto próbuje jej zapobiec, nawet jeśli ogranicza się to jedynie do odradzania jej. Próba odradzania, towarzyszenia lub przyczyniania się do samobójstwa byłaby uznana za naruszenie autonomii jednostki. Jest to na przykład przewidziane we francuskim projekcie ustawy, obecnie zablokowanym w Senacie, w Pałacu Luksemburskim. Projekt włoski nie jest tak radykalny, ale nieuniknione jest, że zakończy się on w ten sam sposób, biorąc pod uwagę nieomylną logikę tych idei.
Metafizyczna nienawiść do istoty, która charakteryzuje samobójstwo, inspiruje również rewolucyjny proces Zachodu w kierunku nihilizmu. Ta droga do samozniszczenia przejawia się na wiele sposobów, począwszy od załamania demograficznego i zastąpienia narodów przez niekontrolowaną imigrację, ale realizuje się również poprzez rozpad tożsamości i pamięci historycznej narodu. Próba unicestwienia przeszłości Zachodu, a w szczególności jego chrześcijańskich korzeni, była teoretyzowana w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat przez mistrzów współczesnej myśli, co dobrze dokumentuje profesor Renato Cristin w swoim opracowaniu I padroni del caos (Liberlibri, 2017).
W swoim klasycznym dziele „Europa i wiara”, opublikowanym w 1920 roku, Hilaire Belloc (1870–1953) przedstawił radykalną alternatywę, potwierdzoną ponad stuletnią historią: „Europa powróci do wiary albo przestanie istnieć, ponieważ wiara jest Europą, a Europa jest wiarą”. Trzy lata wcześniej, 13 lipca 1917 r., Najświętsza Maryja Panna powiedziała pastuszkom z Fatimy, że Bóg zamierza ukarać świat za jego grzechy, i dodała, że jeśli świat się nie nawróci, wiele narodów zostanie unicestwionych.
O jakim zniszczeniu mówiła Matka Boża? O materialnym zniszczeniu narodów, być może w wyniku katastrofy nuklearnej, czy o ich duchowym samobójstwie, rozpadzie spowodowanym zapomnieniem o duchowej tożsamości, z której czerpie życie narodów? A może o obu formach zniszczenia w wyniku katastrofalnej utraty wiary?
W takim przypadku tak wiele osób wzywające do eutanazji nie byłoby już praktyką indywidualną, ale symbolem zbiorowego wyboru, który rodzi głębsze pytanie: jaki los czeka społeczeństwo ludzkie? Odpowiedź byłaby ponura, gdyby nie wyjaśniały jej słowa, którymi kończy się proroctwo z Fatimy, które nie zapowiada śmierci, ale pozwala nam dostrzec życie i nadzieję na horyzoncie po nieuniknionej karze.
Roberto De Mattei El suicidio asistido de los hombres y de las …